sobota, 14 marca 2020

ROBERT CORMIER, TENDERNESS

Zabić, jak to łatwo powiedzieć


Lori i Eric pragną czułości. Ona znajduje ją w tropieniu nieznajomych chłopców, których desperacko pragnie pocałować, on - w duszeniu młodych dziewcząt. Kiedy ona ucieka z domu, on akurat wychodzi z poprawczaka. Ich przypadkowe spotkanie stawia pod znakiem zapytania przyszłość każdego z nich. Czy oboje pójdą na dno, czy może ocalą siebie nawzajem? Pod grubą warstwą ironii, która u Roberta Cormiera jest bardziej mroczna niż historia, którą opowiada, kryje się odwieczne pytania: czym jest zło? Pytanie, na które odpowiedź bywa bardzo względna. 

Mary Shelley, autorka "Frankensteina", powiedziała kiedyś: „Żaden człowiek nie wybiera zła, ponieważ jest ono złe; myli je tylko ze szczęściem i dobrem, którego szuka”. Nie ma chyba lepszego podsumowania tego, o czym mówi Cormier w „Czułości”. Ta zwięzła, napisana niezwykle literackim acz bardzo powściągliwym językiem powieść, która jest majstersztykiem lingwistycznym, to nieumoralniający minitraktat o tym, jak mało klarowne jest pojęcia dobra i zła i jak łatwo przesuwają się granice między jednym a drugim, kiedy w grę wchodzi szukanie własnego „ja”.

Piętnastoletnia Lori nie ma łatwego życia, ale nie to jest jej największym problemem. Lori cierpi z powodu braku czułości. A że nie wie, jak ona powinna wyglądać, utożsamia ją z seksualnością. Od momentu, kiedy to sobie uzmysłowi, jej obsesją stanie się zakochiwanie się w chłopcach, których widziała w telewizji i szukanie okazji do zbliżenia się do nich. I tak właśnie Lori poznaje Erica. Kiedy dziewczyna decyduje się na ucieczkę z domu, żeby być bliżej obiektu swoich westchnień, młodzieżowego idola znanego tylko z plakatów i teledysków, widzi w telewizorze jednego z przydrożnych barów młodocianego zabójcę, którego dopiero co wypuszczono z poprawczaka. Z miejsca zakochuje się w nim i postanawia odnaleźć, żeby móc go pocałować. Czyli doznać odrobiny czułości.  

Osiemnastoletni Eric nie umie oprzeć się młodym dziewczętom, a właściwie zabijaniu ich. Tylko wtedy, gdy je dusi i obserwuje gasnące w ich oczach życie, doznaje czułości, której tak bardzo pragnie. Kiedy w jego życiu pojawia się Lori, Eric rozpoznaje w niej przypadkowo poznaną dziewczynę, którą uratował przed grupą wyrostków, po tym jak wracał po chwili „czułości” z kolejną ofiarą. Zakłóca ona tym samym jego plan odnalezienia Seniority, nastolatki, która opuściła poprawczak chwilę przez nim, wobec której ma takie same plany jak wobec wszystkich dziewcząt w jego życiu. A że nie wie, czy Lori nie jest przypadkiem tą, która chce go wydać policji, zmuszony jest zabrać ją ze sobą, żeby po drodze zastanowić się, co z nią zrobić. Podróż tej dwójki zamienia się w fascynującą dla czytelnika wyprawę po mniej lub bardziej mrocznych zakamarkach ich umysłu. Tym bardziej że wiemy, że naszym bohaterom przyświeca tylko jeden cel: znalezienie odrobiny czułości. Tyle że sposoby, jakimi każde z nich chce ją osiągnąć, skrajnie się od siebie różnią. Dlatego do ostatniego momentu nie wiemy, co zwycięży: bezgraniczne zło w Ericu czy bezwarunkowa miłość Lori? A przede wszystkim, które z nich jest tak naprawdę złe.

Cormier prowadzi akcję trzytorowo, przeskakując raz po raz między narracjami. Poznajemy perspektywę Lori (narrator pierwszoosobowy), Erica, ale i starego porucznika (w obydwu przypadkach narrator trzecioosobowy), który nie wierzy w resocjalizację zwolnionego właśnie z poprawczaka zabójcy i czeka na jego pierwsze potknięcie. Wszystkie te wątki zaczynają się coraz ściślej splatać ze sobą, a autor trzyma nas w napięciu do ostatniego momentu, pozwalając na domysły, karmiąc fałszywymi nadziejami i zaskakując niespodziewanymi zachowaniami postaci. A wszystko po to, żebyśmy sami sobie zaczęli sobie uzmysławiać, jak nasze czarno-białe myślenie nie przystaje do rzeczywistości, którą nam właśnie przedstawia. I choćby to, jak zmienia się postrzeganie bohaterów przez czytelnika podczas czytania „Czułości” świadczy o tym, że autor osiągnął swój cel.

Ta mroczna i niepokojąca powieść, zupełnie nieprzystająca do jej tytułu, jest dokładnie taka, jak jej motto, z którego dowiadujemy się, czym jest czułość. Odpowiedź jest banalna: to miejsce, które doznało obrażenia, jest zwykle bardzo wrażliwe na dotyk. Ale to właśnie robi z nami autor „Czułości”: naciska na nasze wrażliwe miejsca, rozdrapuje paznokciem dopiero co zabliźnione skaleczenia, infekuje zadrapania, zadając świadomie ból i sprawdzając tym samym stopień naszego człowieczeństwa. Jeśli Cormier was zaboli, to znaczy, że wciąż jesteście ludźmi.

TYTUŁ: TENDERNESS
AUTOR: ROBERT CORMIER
WYDAWNICTWO: DELACORTE PRESS
ROK WYDANIA: 1997







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Statystyki wizyt:



Recenzje

Wywiady

Artykuły