wtorek, 26 listopada 2019

PETRA SOUKUPOVÁ, NAJLEPIEJ DLA WSZYSTKICH


Wymiatanie spod dywanu

„Najlepiej dla wszystkich” jest wszystkim tym, czego nie chcecie: solą w oku, wrzodem na tyłku i kulą u nogi. Jest wszystkim tym, czym dobra książka być powinna. Będzie was boleć, będzie was uwierać, będzie wam ciążyć, i to długo po przeczytaniu. Bo Petra Soukupová wali prawdę prosto w oczy. Boli, ale warto.

Poznajcie dziesięcioletniego Viktora, jego mamę Hanę i babkę Evę. Hana jest aktorką, raczej przeciętną, nie taką z pierwszych stron gazet, no chyba że tych lokalnych, która nie radzi sobie jako samotna matka. Kiedy tylko pojawia się okazja (a okazją są zdjęcia do popularnego serialu), podrzuca Vikiego swojej mieszkającej na prowincji matce, która piecze strudle, robi knedle i całkiem niedawno pochowała męża. Bo tak będzie najlepiej dla wszystkich. Ale że, jak wiadomo, „tylko w sejmie i w kościele recepty na udane czują się zawsze wyśmienicie*, bardzo szybko okazuje się, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Dlatego ta, wydawać by się mogło, słuszna decyzja zamienia życie całej trójki w piekło. 

Trzy pokolenia, trzy postaci, trzy różne głosy. A co za tym idzie, trzy naprzemienne (i nieprzerwane ani niewyróżnione cudzysłowem albo myślnikiem) narracje, które nie wchodzą sobie w paradę, a doskonale realizują zamysł autorki, by pokazać rzeczywistość z kilku różnych perspektyw przy jednoczesnym wyraźnym zaznaczeniu, że każdy z narratorów uważa, że jego racja jest największa. Soukupová jest genialna, jeśli chodzi o prowadzenie narracji: potrafi wypowiedzieć się zarówno z perspektywy dorosłego, jak i dziecka i robi to tak dobrze, że w tym drugim przypadku nie widać ani cienia fałszu. Każdy z bohaterów prowadzi swój monolog wewnętrzny, ale bliżej temu do behawioralnej techniki narracyjnej aniżeli do psychologicznej analizy. U Soukupovej wszystko kryje się w półsłówkach, lakonicznych zdaniach i języku stylizowanym na potoczny. Bez wątpienia ma autorka doskonałe ucho, co owocuje soczystymi dialogami (ma też bardzo dobrą tłumaczkę, dzięki której potrafią one równie znakomicie wybrzmieć**), które porażają autentyzmem a jednocześnie jest w nich mnóstwo miejsca na dowcip i ironię. Równocześnie pozornie banalne sytuacje czy dialogi kryją pod podszewką wulkan emocji, gotowy w każdej chwili do erupcji. To, jak autorka opisuje zwyczajną rzeczywistość, to absolutny majstersztyk. Trudnym rozmowom towarzyszą naleśniki albo knedle, co raz po raz rozbija narastające napięcie i pokazuje, że hamletyzowanie przystoi nie tylko bohaterowi Szekspira, ale i gospodyni domowej.

Sytuacja rodzinna Viktora, Hany i Evy, bo to oni i ich skomplikowane relacje są - mimo pojawienie się postaci drugoplanowych - główną osią fabuły, to festiwal wzajemnych oczekiwań, pretensji, a przede prób uszczęśliwienia drugiej osoby na siłę. Tutaj każdy wie, co jest najlepsze dla drugiego – Hana wie, czego potrzebuje Viktor, Eva, co potrzebuje Hana, a dzieci Evy, co potrzebuje ona sama – ale nikt nie żyje według rad, które daje innym. Świetnie sportretowane pełnokrwiste postaci, z których żadnej nie jesteśmy ani polubić, ani znielubić do końca, a także relacje interpersonalne i międzypokoleniowe to niewątpliwy atut tej książki. Ośmielę się stwierdzić, że już dawno nie spotkałam się w żadnej prozie z tak pełnowymiarowo skonstruowanymi postaciami. Tym bardziej, że po mistrzowsku przedstawia Soukupová relacje między nimi, gdzie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zagląda tym samym do głowy nie tylko swoich bohaterów, ale i naszej. Wymiata wszystko to, co zostało zamiecione pod dywan i każe nam się przypatrzeć temu w świetle dziennym. Za sprawą ich dylematów i rozterek zadaje nam samym pytania o nasze relacje i postawy życiowe. Przejrzeć się w bohaterach Soukupová to nie lada wyzwanie. Ale warto się go podjąć.  

Skąd możemy wiedzieć, co jest najlepsze dla innych, skoro nie wiemy, co jest najlepsze dla nas samych? Z tym pytanie zostawia nas Petra Soukupová na koniec książki. Co jest najlepsze dla jej bohaterów? Nie wiadomo. Kto wyszedł najlepiej na decyzji, która zawiązuje akcje książki? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne: najlepiej wychodzi na tym wszystkim czytelnik.

Mirosław Czyżykiewicz, „Jazz”

** W końcu! Nazwisko tłumacza na okładce. Dzięki temu zabiegowi może w końcu ludzie zorientują się, że Szekspir nie pisał po polsku ;)

TYTUŁ: NAJLEPIEJ DLA WSZYSTKICH
AUTOR: PETRA SOUKUPOVÁ
PRZEKŁAD: JULIA RÓŻEWICZ
WYDAWNICTWO: AFERA
ROK WYDANIA: 2019






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Statystyki wizyt:



Recenzje

Wywiady

Artykuły