niedziela, 11 października 2026

ALEK KORAB, CHORY (K)RAJ

 

AMERYKAŃSKI SEN NA FAKTURĘ


Z Alkiem Korabem łączy mnie Nowy Jork. Nie znamy się osobiście, ale sądząc po jego książce, jeździmy tym samym metrem, obserwujemy te same absurdy i mamy podobny stosunek do amerykańskiego snu, z którego coraz trudniej się obudzić bez bólu głowy. „Chory (k)raj” to, moim zdaniem, jedna z lepszych prób wyjaśnienia, dlaczego państwo, które przez dekady sprzedawało światu marzenie o raju, coraz częściej okazuje się miejscem, z którego sami Amerykanie marzą o ucieczce. 



Nie miał autor łatwego zadania. Sama zawsze ostrożnie wypowiadam się o Stanach Zjednoczonych jako całości. Znam Nowy Jork, ale Nowy Jork nie jest Stanami. Nie ma zresztą jednej Ameryki (choć kiedy mówimy „Ameryka”, zwykle mamy na myśli USA), a próba zamknięcia pięćdziesięciu stanów w jednej diagnozie jest zadaniem niemal karkołomnym.


Zgadzam się z wieloma spostrzeżeniami Koraba. Autor uczciwie przyznaje: „Mnie się ta Ameryka udała, ale jestem biały i przyleciałem z Londynu z umową o pracę, całkiem dobrą w kieszeni”. I właśnie w tym tkwi sedno. Kraj nieograniczonych możliwości okazuje się krajem, w którym wszystko zależy od punktu startu. Inaczej wygląda Ameryka z perspektywy kogoś, kto przyjeżdża z dobrą pracą i ma zapewniony legalny pobyt, a inaczej z punktu widzenia człowieka, który zaczyna od zera, często bez stabilnego statusu imigracyjnego. Mit od pucybuta do milionera coraz częściej pozostaje tylko mitem. Dla niektórych amerykański sen zamienia się w koszmar, a jego miejsce zajmuje marzenie o śnie europejskim. Jak trafnie zauważa autor: „To nie jest awaria systemu, to system zepsuty z założenia”. A jednak ten system wciąż się kręci, choć wydawałoby się, że koła już dawno powinny odpaść. Być może jednym z powodów jest właśnie ten słynny amerykański optymizm. Korab celnie opisuje energię, praktyczność i przekonanie, że na wszystko znajdzie się jakieś rozwiązanie. Trudno nie dostrzegać zalet takiego podejścia. Problem zaczyna się wtedy, gdy optymizm przestaje być wyborem, a staje się obowiązkiem. Uśmiech obowiązkowy, wszystko jest świetnie, a za kulisami trwa farmakologiczne podtrzymywanie narodowego entuzjazmu. Taki mały terror optymizmu. 


Autor nie ogranicza się jednak do wielkich diagnoz. Opowiada również prawdziwe ludzkie historie, te małe i te wielkie, pokazując, jak różnie może wyglądać życie w kraju, który wszystkim obiecuje równe szanse. Zagląda tam, gdzie amerykański sen zderza się z rzeczywistością, czasem dramatyczną, a czasem po prostu absurdalną. Dowiemy się między innymi, że ketchup na szkolnej pizzy może uchodzić za warzywo, płatny urlop macierzyński pozostaje marzeniem wielu matek, a z marzeniami, jak wiadomo, bywa różnie. Jednym się spełniają, innym nie. Że dzieci uczą się, jak przetrwać strzelaninę w szkole, zanim zdążą porządnie opanować algebrę. I że w kraju, w którym wszystko wydaje się możliwe, luksusem potrafi być nawet pralka we własnym budynku albo łazienka, której nie trzeba dzielić z sześcioma obcymi osobami.


Kiedy Korab pisze o Nowym Jorku, mam wrażenie, że rozmawiamy przy kawie. Kiedy jednak zabiera mnie w podróż po pozostałych czterdziestu dziewięciu stanach, do stolika dosiadają się statystycy, historycy i cały departament badań społecznych. Rozumiem potrzebę rzetelności, zwłaszcza przy tak rozległym temacie, ale chwilami miałam wrażenie, że autor stara się zawczasu odeprzeć wszelkie możliwe zarzuty. Trudno mu się zresztą dziwić, zwłaszcza że w dyskusjach wszyscy chętnie rzucają ogólnikami, ale niewielu potrafi poprzeć je faktami. Mimo to niektóre fragmenty czytałam, przyznaję, wybiórczo. Wolałam wracać do ludzkich historii i właśnie przez ich pryzmat przyglądać się temu, jak działa, a raczej nie działa, cały system. 


Zatem jak to jest z tymi Stanami? Raj czy nie raj? Chory czy zdrowy? Obawiam się, że nie ma jednej odpowiedzi. I Korab też jej nie daje. Amerykę można jednocześnie kochać i mieć jej serdecznie dość. Można podziwiać jej energię i nie znosić jej transakcyjności. Można doceniać możliwości i widzieć, jak nierówno są rozdzielane. I można w niej mieszkać, nie uważając jej za najlepszy kraj na świecie. Bo Ameryka nie jest czarno-biała. I może właśnie dlatego tak trudno ją zarówno opisać, jak i opuścić. I w tym miejscu mogę sobie z autorem podać rękę. 


TYTUŁ:  CHORY (K)RAJ
AUTOR: ALEK KORAB

WYDAWNICTWO:
ZNAK
ROK WYDANIA: 2026

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Statystyki wizyt:



Recenzje

Wywiady

Artykuły